| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
Zakładki:
Agrafki
Dzieci z pasją
Ładne
Moje ulubione
Nasze podróże
Smacznie
Zamknięte
Zręcznie
Lilypie Kids Birthday tickers Lilypie Angel and Memorial tickers Lilypie Kids Birthday tickers Lilypie Kids Birthday tickers Lilypie First Birthday tickers
adopt your own virtual pet!
Pisz swój dziennik w Internecie
życie rodzinne
środa, 21 grudnia 2016
Sobieszewo

Dorawałam się do komputeraz to wrzucą jakieś zaległe...

np. spacer w Sobieszewie. Uwielbiam posezonowe morze... a tu październik spędziliśmy w szpitalach i z ospą... potem co weekend było brzydko i dopiero w grudniu wybraliśmy się do Sobieszewa.

Pogoda była przepiękna, wrzuciliśmy jedno dziecko do samochodu cioci Mili i w drogę... po drodze utknęliśmy w korku więc jechaliśmy z 45minut... dojechaliśmy, wypakowaliśmy wózki sruski itd... doszliśmy do plaży... wow, ale pięknie, muszelki, niebieskie niebo... wyjęłam z wózka aparat by porobić zdjęcia... i mam takie zdjęcie:

Sekundę później oboje leżeli już w wodzie... i tak się skończył nasz błogi spacer... biegiem do auta, ogrzewanie, pranie, suszenie itd. :-)

Wesoło było :-) Pio z płaczem, że mu zimno, ale nie zdążył jeszcze muszelek pozbierać. Ewa z płaczem, że ona nie chce wracać, bo przecież ona wylosowała powróć z ciocią Milą... a do tego nie zdążyliśmy zjeść czekolad, które były jako przegryzka zaplanowane :-)

środa, 11 marca 2015
Eremo Le Celle

Za oknem znów szaro... pospacerowego, wiosennego entuzjazmu starczyło tylko do wtorku... atmosfera  w pracy nie nastraja optymistycznie... w efekcie na poprawę humoru przeglądam sobie wakacyjne zdjęcia :-)

Pewnie nie pamiętacie, ale ja pamiętam, że opisywałam tylko pierwszy tydzień naszych toskańskich wakacji. Potem utknęłam... a drugi tydzień był przecież równie atrakcyjny. Z mniejszą ilością rodziny, tylko nasza piątka, ale jakże potrzebny jest taki spokojny tydzień rodzinie. Prawda?

Zresztą mówiłam o tym już wielokrotnie, czy pisałam nie wiem... że jakkolwiek cudowny był ten pierwszy tydzień, pełen cioć, kuzynek, wujków i tłumu dzieci... to mi jakby zginęły gdzieś moje dzieci... nacieszyłam się nimi dopiero w drugim tygodniu :-)

Jeszcze wyjeżdżając z Cortony zajechaliśmy do mijanego codziennie, wciąż działającego, klasztoru założonego przez świętego Franciszka. Znajduje się ono dosłownie na trasie z naszego noclegu do wsi, nie wiem czemu tyle dni zajęło nam zdecydowanie się by tam zajechać, bo miejsce naprawdę urokliwe.

czwartek, 09 sierpnia 2012
Karkonosze - podsumowanie :-)

Muszę dziś szybko opisać choć te kilka dni w górach, bo jutro jedziemy do Lizaków, tam moc atrakcji, Materniki, Mia i nareszcie nasi 'indianie' ;-) Kilka dni w takim towarzystwie z pewnością przyćmi poprzednie wakacje :-)

Emocje związane ze zgubieniem większości zdjęć już mi chyba opadły i mogę wreszcie opowiedzieć jak było. Było fajnie. Nie rewelacyjnie, trochę nas humorki Ewy wymęczyły ;-), ale naprawdę fajnie. Pogoda nas baaardzo mile zaskoczyła, a jak wiadomo pogoda to klucz do sukcesu.

Grześ chodził po górach ślicznie. Odkrył w sobie nową pasję, minerały, i zawzięcie zbierał na szlakach kamyczki oraz namawiał nas na zakup takowych. Wizyta w muzeum minearologicznym go zachwyciła, zwłaszcza, że dostał tam bardzo ładny ametyst oraz dowiedział się gdzie można takie znaleźć. Niestety dni nam nie starczyło i nie znaleźliśmy swoich własnych ametystów :-(

Piotruś też super. Najpierw w chuście, potem w nosiłkach. Jakoś bałam się tego przeskoku, a jednocześnie ciężko mi się rozstać z chustą, więc nosiłam ją ze sobą. Trudno mi uwierzyć, że już więcej nie będę miała kogo nosić w chuście, buuuuu. Na postojach synek podziwiał górskie kamyczki i trawki, wieczorami siadał ze starszymi dziećmi w sali kominkowej i bawił się klockami. Rzucał klocek przed siebie i robił do niego trzy kroczki, potem rzucał w inna stronę i znów maszerował po klocek... bardzo mu się to podobało.

Ewcia, jak to Ewcia, raz słodka królewna, dziarsko maszerująca, innym razem nagły bunt, zawieszenie systemu i masakra. Cóż, powoli godzimy się z tym, ze nie zawsze jest łatwo :-)O dziwo tym razem na bunty na szlaku pomagało odseparowanie od mamy:-) bo to mamie można najbardziej marudzić. Wyprzedzałam córcię i szłam z Piotrusiem do przodu, a wtedy ona powoli się uspokajała i juz w dobrym humorze z tatusiem u boku nas doganiała. Ogólnie bardzo jej się podobało. Miała kilka koleżanek w jej wieku w hotelu, żadna w stylu Iwonki z gór sowich, więc Ewcia wspominała z żalem koleżankę. Nawet w nocy jej się Iwonka śniła, chyba Ewa myślała, że jak jedziemy w góry to spotkamy Iwonkę :-( Umówiliśmy się nawet z I. w Gdańsku (akurat odwiedzali tu ciocię), ale w końcu nie udało nam się spotkać:-( 

Bardzo podobały się dzieciom zajęcia w hotelu. Oboje uwielbiają prace plastyczne, a tam przynosili klej i kryształki i kazali obklejać kubeczki, tacki czy inne obrazki. Dzieci w siódmym niebie. znikały nam na godzinke conajmniej :-)

Byliśmy w wielu fajnych miejscach. Chyba najlepiej wspominamy zamek Chojnik, czeskie skalne miasta oraz wycieczkę parowozikową z Zittau do Oybina. Nasza Samotnia czy szklarskie wodospady też oczywiście śliczne. Fajny mieliśmy kamyczek koło hotelu. Nazywał się Chybotek, można się było na niego wdrapać i bujać do woli.

Podsumowując wakacje udane, aczkolwiek dla nas, rodziców, bardzo męczące. Chyba musimy się zastanowić nad reorganizacją albo mały uspokojeniem planów. W takim składzie codzienne całodzienne wycieczki bywają męczące, hhihi. Powtarzamy sobie tylko, ze lata szybko lecą, i ani się obejrzymy jak Pio będzie miał 6-7lat i wtedy wszystkie dzieci będą same pięknie po górach maszerować :-)

I na koniec te kilka zdjęć.

Gdzieś na szlaku, Ewa w pozycji zdjęciowej - jołmen :-)

środa, 29 kwietnia 2009
Kolejne grodzisko

W rodzinnych okolicach Mężuś również znalazł grodziska konieczne do odwiedzenia. Namówił chłopaków i dziadka Stasia i pojechali 'odkrywać'. Niestety okazało się, że od grodziska dzieli ich rzeka Liwa oraz 200m bagnisk :-( Opracowali już inną trasę, ale drugie podejście zaplanowali na kolejny weekend naszej obecności w Prabutach.

 

Po drodze oglądali chudziutkie drzewa:

 

I takie grubsze:

A chłopaki pozowali pomiędzy dzrzewami-bliźniakami:

I na drabinie (prześwietlone, ale tak się uśmiecham jak patrzę na te mordki kochane, że wklejam, a co tam, nie komentujcie jakości zdjęć :-))

Patrząc na Grzesia z Rafałem, aż słyszę te jego: Lafał, pobawimy się? Lafał, co lobimy? Lafał, tocham cię :-)

Rafał, najlepszy przyjaciel i idol :-)

Ps. Lornetki brakowało nam na spacerze w Sobieszewie, więc jak tylko wypatrzyłam taką za 29,90 w Lidlu nie mogłam się oprzeć. Grześ zachwycony, a lornetka napewno się przyda na planowanej w długi weekend wycieczce na Paradę Parowozów.

I jeszcze Grześ zapatrzony w coś. Na co (na kogo) on tak patrzy nie wiem, bo mnie tam nie było :-)

Ps2. Wklejam tak hurtem, nadrabiam zaległości, bo wybieramy się w piątek na wspomnianą paradę parowozów i napewno przywieziemy tyle super zdjęć, że takie zwykłe, okoliczne spacerki zostałyby zapomniane...

Jeszcze zimny i wietrzny spacerek...

Cieplutko się zrobiło, a ja mam jeszcze do wrzucenia zdjęcia z zimnego spacerku do Sobieszewa. Mąż powiedział, że ciągle on wybiera spacerki 'w poszukiwaniu grodzisk', więc tym razem możemy pojechać tam gdzie ja chcę, czyli nad morze :-) Żeby urozmaicić wycieczkę pojechaliśmy nie tylko na plażę ale i do lasu, do ptasiego raju. Niestety droga do morza jest tam długa i w efekcie nad morze nie dotarliśmy. Jakoś teraz mi tego bardzo szkoda, bo najbliższe weekendy mamy bardzo zajęte i nie wiem kiedy uda nam się zawieźć Ewcię na plażę, a jak to może być, że mieszka nad morzem, a jeszcze go nie widziała? Byliśmy raz na spacerku w Brzeźnie, ale tak wiało, że zostaliśmy na deptaku :-(

Brudna ale szczęśliwa buźka na wieży widokowej:

I sama wieża widokowa :-)

oraz piknik na ławeczce w słoneczku. W cieniu było baaardzo zimno i to słoneczko bardzo nam się spodobało. Poczekaliśmy na wieży aż zwolni się wymarzona ławeczka i zasiedliśmy z naszą wałówką. To Grześ nas wcześniej spakował, zmuszając nas od samego rana do ruszenia się z domu.

Ewuńcia też się najadła :-)

ps. nie wiem czy mogę wrzucić zdjęcie z nagim biustem na bloga. Pewnie zaraz mąż każe mi je skasować, ale nie mogę się oprzeć... jest takie śliczne...

 

 
1 , 2