| < Maj 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Lilypie Kids Birthday tickers Lilypie Angel and Memorial tickers Lilypie Kids Birthday tickers Lilypie Kids Birthday tickers Lilypie Second Birthday tickers
adopt your own virtual pet!
Pisz swój dziennik w Internecie
życie rodzinne
środa, 21 grudnia 2016
Sobieszewo

Dorawałam się do komputeraz to wrzucą jakieś zaległe...

np. spacer w Sobieszewie. Uwielbiam posezonowe morze... a tu październik spędziliśmy w szpitalach i z ospą... potem co weekend było brzydko i dopiero w grudniu wybraliśmy się do Sobieszewa.

Pogoda była przepiękna, wrzuciliśmy jedno dziecko do samochodu cioci Mili i w drogę... po drodze utknęliśmy w korku więc jechaliśmy z 45minut... dojechaliśmy, wypakowaliśmy wózki sruski itd... doszliśmy do plaży... wow, ale pięknie, muszelki, niebieskie niebo... wyjęłam z wózka aparat by porobić zdjęcia... i mam takie zdjęcie:

Sekundę później oboje leżeli już w wodzie... i tak się skończył nasz błogi spacer... biegiem do auta, ogrzewanie, pranie, suszenie itd. :-)

Wesoło było :-) Pio z płaczem, że mu zimno, ale nie zdążył jeszcze muszelek pozbierać. Ewa z płaczem, że ona nie chce wracać, bo przecież ona wylosowała powróć z ciocią Milą... a do tego nie zdążyliśmy zjeść czekolad, które były jako przegryzka zaplanowane :-)

środa, 11 marca 2015
Eremo Le Celle

Za oknem znów szaro... pospacerowego, wiosennego entuzjazmu starczyło tylko do wtorku... atmosfera  w pracy nie nastraja optymistycznie... w efekcie na poprawę humoru przeglądam sobie wakacyjne zdjęcia :-)

Pewnie nie pamiętacie, ale ja pamiętam, że opisywałam tylko pierwszy tydzień naszych toskańskich wakacji. Potem utknęłam... a drugi tydzień był przecież równie atrakcyjny. Z mniejszą ilością rodziny, tylko nasza piątka, ale jakże potrzebny jest taki spokojny tydzień rodzinie. Prawda?

Zresztą mówiłam o tym już wielokrotnie, czy pisałam nie wiem... że jakkolwiek cudowny był ten pierwszy tydzień, pełen cioć, kuzynek, wujków i tłumu dzieci... to mi jakby zginęły gdzieś moje dzieci... nacieszyłam się nimi dopiero w drugim tygodniu :-)

Jeszcze wyjeżdżając z Cortony zajechaliśmy do mijanego codziennie, wciąż działającego, klasztoru założonego przez świętego Franciszka. Znajduje się ono dosłownie na trasie z naszego noclegu do wsi, nie wiem czemu tyle dni zajęło nam zdecydowanie się by tam zajechać, bo miejsce naprawdę urokliwe.

czwartek, 09 sierpnia 2012
Karkonosze - podsumowanie :-)

Muszę dziś szybko opisać choć te kilka dni w górach, bo jutro jedziemy do Lizaków, tam moc atrakcji, Materniki, Mia i nareszcie nasi 'indianie' ;-) Kilka dni w takim towarzystwie z pewnością przyćmi poprzednie wakacje :-)

Emocje związane ze zgubieniem większości zdjęć już mi chyba opadły i mogę wreszcie opowiedzieć jak było. Było fajnie. Nie rewelacyjnie, trochę nas humorki Ewy wymęczyły ;-), ale naprawdę fajnie. Pogoda nas baaardzo mile zaskoczyła, a jak wiadomo pogoda to klucz do sukcesu.

Grześ chodził po górach ślicznie. Odkrył w sobie nową pasję, minerały, i zawzięcie zbierał na szlakach kamyczki oraz namawiał nas na zakup takowych. Wizyta w muzeum minearologicznym go zachwyciła, zwłaszcza, że dostał tam bardzo ładny ametyst oraz dowiedział się gdzie można takie znaleźć. Niestety dni nam nie starczyło i nie znaleźliśmy swoich własnych ametystów :-(

Piotruś też super. Najpierw w chuście, potem w nosiłkach. Jakoś bałam się tego przeskoku, a jednocześnie ciężko mi się rozstać z chustą, więc nosiłam ją ze sobą. Trudno mi uwierzyć, że już więcej nie będę miała kogo nosić w chuście, buuuuu. Na postojach synek podziwiał górskie kamyczki i trawki, wieczorami siadał ze starszymi dziećmi w sali kominkowej i bawił się klockami. Rzucał klocek przed siebie i robił do niego trzy kroczki, potem rzucał w inna stronę i znów maszerował po klocek... bardzo mu się to podobało.

Ewcia, jak to Ewcia, raz słodka królewna, dziarsko maszerująca, innym razem nagły bunt, zawieszenie systemu i masakra. Cóż, powoli godzimy się z tym, ze nie zawsze jest łatwo :-)O dziwo tym razem na bunty na szlaku pomagało odseparowanie od mamy:-) bo to mamie można najbardziej marudzić. Wyprzedzałam córcię i szłam z Piotrusiem do przodu, a wtedy ona powoli się uspokajała i juz w dobrym humorze z tatusiem u boku nas doganiała. Ogólnie bardzo jej się podobało. Miała kilka koleżanek w jej wieku w hotelu, żadna w stylu Iwonki z gór sowich, więc Ewcia wspominała z żalem koleżankę. Nawet w nocy jej się Iwonka śniła, chyba Ewa myślała, że jak jedziemy w góry to spotkamy Iwonkę :-( Umówiliśmy się nawet z I. w Gdańsku (akurat odwiedzali tu ciocię), ale w końcu nie udało nam się spotkać:-( 

Bardzo podobały się dzieciom zajęcia w hotelu. Oboje uwielbiają prace plastyczne, a tam przynosili klej i kryształki i kazali obklejać kubeczki, tacki czy inne obrazki. Dzieci w siódmym niebie. znikały nam na godzinke conajmniej :-)

Byliśmy w wielu fajnych miejscach. Chyba najlepiej wspominamy zamek Chojnik, czeskie skalne miasta oraz wycieczkę parowozikową z Zittau do Oybina. Nasza Samotnia czy szklarskie wodospady też oczywiście śliczne. Fajny mieliśmy kamyczek koło hotelu. Nazywał się Chybotek, można się było na niego wdrapać i bujać do woli.

Podsumowując wakacje udane, aczkolwiek dla nas, rodziców, bardzo męczące. Chyba musimy się zastanowić nad reorganizacją albo mały uspokojeniem planów. W takim składzie codzienne całodzienne wycieczki bywają męczące, hhihi. Powtarzamy sobie tylko, ze lata szybko lecą, i ani się obejrzymy jak Pio będzie miał 6-7lat i wtedy wszystkie dzieci będą same pięknie po górach maszerować :-)

I na koniec te kilka zdjęć.

Gdzieś na szlaku, Ewa w pozycji zdjęciowej - jołmen :-)

środa, 29 kwietnia 2009
Kolejne grodzisko

W rodzinnych okolicach Mężuś również znalazł grodziska konieczne do odwiedzenia. Namówił chłopaków i dziadka Stasia i pojechali 'odkrywać'. Niestety okazało się, że od grodziska dzieli ich rzeka Liwa oraz 200m bagnisk :-( Opracowali już inną trasę, ale drugie podejście zaplanowali na kolejny weekend naszej obecności w Prabutach.

 

Po drodze oglądali chudziutkie drzewa:

 

I takie grubsze:

A chłopaki pozowali pomiędzy dzrzewami-bliźniakami:

I na drabinie (prześwietlone, ale tak się uśmiecham jak patrzę na te mordki kochane, że wklejam, a co tam, nie komentujcie jakości zdjęć :-))

Patrząc na Grzesia z Rafałem, aż słyszę te jego: Lafał, pobawimy się? Lafał, co lobimy? Lafał, tocham cię :-)

Rafał, najlepszy przyjaciel i idol :-)

Ps. Lornetki brakowało nam na spacerze w Sobieszewie, więc jak tylko wypatrzyłam taką za 29,90 w Lidlu nie mogłam się oprzeć. Grześ zachwycony, a lornetka napewno się przyda na planowanej w długi weekend wycieczce na Paradę Parowozów.

I jeszcze Grześ zapatrzony w coś. Na co (na kogo) on tak patrzy nie wiem, bo mnie tam nie było :-)

Ps2. Wklejam tak hurtem, nadrabiam zaległości, bo wybieramy się w piątek na wspomnianą paradę parowozów i napewno przywieziemy tyle super zdjęć, że takie zwykłe, okoliczne spacerki zostałyby zapomniane...

Jeszcze zimny i wietrzny spacerek...

Cieplutko się zrobiło, a ja mam jeszcze do wrzucenia zdjęcia z zimnego spacerku do Sobieszewa. Mąż powiedział, że ciągle on wybiera spacerki 'w poszukiwaniu grodzisk', więc tym razem możemy pojechać tam gdzie ja chcę, czyli nad morze :-) Żeby urozmaicić wycieczkę pojechaliśmy nie tylko na plażę ale i do lasu, do ptasiego raju. Niestety droga do morza jest tam długa i w efekcie nad morze nie dotarliśmy. Jakoś teraz mi tego bardzo szkoda, bo najbliższe weekendy mamy bardzo zajęte i nie wiem kiedy uda nam się zawieźć Ewcię na plażę, a jak to może być, że mieszka nad morzem, a jeszcze go nie widziała? Byliśmy raz na spacerku w Brzeźnie, ale tak wiało, że zostaliśmy na deptaku :-(

Brudna ale szczęśliwa buźka na wieży widokowej:

I sama wieża widokowa :-)

oraz piknik na ławeczce w słoneczku. W cieniu było baaardzo zimno i to słoneczko bardzo nam się spodobało. Poczekaliśmy na wieży aż zwolni się wymarzona ławeczka i zasiedliśmy z naszą wałówką. To Grześ nas wcześniej spakował, zmuszając nas od samego rana do ruszenia się z domu.

Ewuńcia też się najadła :-)

ps. nie wiem czy mogę wrzucić zdjęcie z nagim biustem na bloga. Pewnie zaraz mąż każe mi je skasować, ale nie mogę się oprzeć... jest takie śliczne...

 

 
1 , 2