| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
Zakładki:
Agrafki
Dzieci z pasją
Ładne
Moje ulubione
Nasze podróże
Smacznie
Zamknięte
Zręcznie
Lilypie Kids Birthday tickers Lilypie Angel and Memorial tickers Lilypie Kids Birthday tickers Lilypie Kids Birthday tickers Lilypie First Birthday tickers
adopt your own virtual pet!
Pisz swój dziennik w Internecie
życie rodzinne
niedziela, 20 sierpnia 2017
Tomiś - 10 miesięcy

Takiego dużego już mamy chłopaczka. 10 miesięcy :-)

Nie wiem ile mierzy i waży, ale ubranka nosi na 74cm. Zajada wszystko bardzo chętnie, od kilku dni wyraźnie wyciąga rączki po własną łyżeczkę... ale rzadko kiedy trafia nią do buzi :-) No i rosołek cały spada z tej łyżeczki :-) Musimy przejść na zupy krem na najbliższy czas :-)

Ząbków nadal 6, ale coś marudzi... chrypi trochę... może to kolejne ząbki idą?

Umie zrobić kosi-kosi (brawooo), czasem pokazuje paluszkiem na 'gotowała sroczka kaszkę), chowa się żeby zrobić komuś akuku i jak tylko mówimy: 'Tomciu, nie wolno!' to pędzi szybko w tym kierunku pękając ze śmiechu. Jak krzyczę, że nie wolno rysować po ścianie, to leci z kredką w kierunku ściany. Łobuz straszny z niego będzie :-)

I co by jeszcze napisać???? Najważniejsze... CHODZI! Na równe 10 miesięcy robił 5-6 kroczków. Ale dziś już zrobił 11 kroków. Najszybciej z naszych dzieci. Tak śmiesznie staje, ma chyba w miarę duże stopy, rozstawia paluszki by zwiększyć powierzchnię stopy i stoi już od dawna bardzo stabilnie, a teraz jeszcze przenosi ciężar ciała pomiędzy nóżkami i ruszył :-) Wygląda jak robocop, śmiesznie strasznie... no i nie robi tego na zamówienie, więc nie udało mi się jeszcze nakręcić filmiku :-) 

(Zdjęcie wstawię później ale choć wpis będzie :-) )

czwartek, 17 sierpnia 2017
Jeziorak

Wyobraźcie sobie, że zupełnie spontanicznie zrobiliśmy sobie weekend na żaglach na Jezioraku :-) Jakoś tak planów na weekend nie mieliśmy, w poniedziałek Ewa wracała z obozu więc musieliśmy być w domu, jechać daleko nie było sensu... do tego Tata mój miał urodziny i imieniny, a z nim zawsze ciężko z prezentem... kiedyś już raz zrobiliśmy mu prezent weekendowego żeglowania i wszyscy to dobrze wspominają... obdzwoniłam więc kilka przystani i jakimś fuksem udało mi się znaleźć wolny jachcik, dokładnie na ten termin :-)

(wrrrrrrr, już raz zrobiłam ten wpis, kilka dni temu, i jak kliknęłam zapisz... wszytko mi znikło... z hukiem zamknęłam laptopa i poszłam spać... teraz usiadłam znów, pomna doświadczeń zapisuję co chwilkę... i też mi ostatnie poprawki i dwa akapity zeżarło... czy wy też tak macie z bloxem czasem?????)

I co to ja napisałam??? Trzeci raz pisać o samo.... wrrrr

W każdym razie było baaaardzo fajnie. Chłopakom się bardzo spodobało. Trochę bałam się jak to będzie z Tomcikiem, zakupiłam mu kilka kapoczków i szelki bezpieczeństwa. Jeden kapoczek okazał się za duży, ale Pio chętnie go przejął. Drugi był w sam raz, ale Tomcikowi nie odpowiadało takie otulenie ciałka i odmówił noszenia ustrojstwa. W efekcie weekend spędził w szelkach i na smyczy :-) 

Grześ i Piotruś złapali chyba bakcyla. Nawet Mariusz stwierdził, że musimy częściej robić sobie takie weekendy pod żaglami... tylko patent by nam się przydał, a gdzie wcisnąć czasowo kursy i te sprawy???? ... trzeba było zainteresować się tematem przeddzieciowo :-) Do tego Ewci obóz zuchowy był ukierunkowany żeglarsko więc i ona podchwyciła temat, a teraz bryluje przed chłopakami swoją znajomością terminologii tematycznej :-) Jak Mariusz zapytał ją czy umie robić zwroty a ona na to: przez rufę czy przez sztag??? To szczęki nam opadły :-)  

No i pogodę mieliśmy super. Burza, która zdziesiątkowała kaszuby, nas tylko liznęła... trochę wiało, trochę flałty... ale ogólnie prześliczne niebieskie niebo i cieplutka woda. Żyć nie umierać :-) 

 

Tagi: jacht
22:35, kajka271 , Codziennik
Link Komentarze (2) »
sobota, 08 lipca 2017
Chorwacja 2017 - Dzień 1 i 2

Pierwszy dzień spędziliśmy na najbliższej plaży, spacerku po okolicy, po porcie i wdrapując się na wzgórze (celem był starożytny cmentarz, ale nie dotarliśmy:-))

 

Drugiego dnia pojechaliśmy do Nin. To przepiękne miasteczko na wyspie, obok niego piaskowe plaże tworzą swoistą lagunę. Z każdej strony cypelka plaży jest płytko i cieplutko. Piotruś wreszcie miał swój piasek do budowania zamków (trochę nerwów go kosztowały rozpadające się budowle), Ewa zachwycona cieplutką płycizną. Tą płytszą stronę upodobał sobie także Tomcio. Posadziłam go sobie na nodze by moczył nóżki, a on tak się wykręcał by wejść do wody aż cały siedział na piasku. Raczkował i siadał w kółko piszcząc z radości :-) 

 

 

Mi i Ewci tak się Nin podobało,  że jak nam zostanie dni wolnych, planujemy ponowna wyprawę. To tylko 40min samochodem, a plaża cudowna (i tanie świeże figi po drodze :-)).

Wakacje 2017 - Chorwacja

Oj ciężko nam było w tym roku wybrać wakacje, każdy chciał coś innego, terminy się wykluczały... w końcu na 2 tygodnie przed wyjazdem zdecydowaliśmy się na Chorwację... pełni obaw o drogę z 8 miesięczniakiem, o awaryjność nienowego już samochodu itd... jeszcze 2 dni przed wyjazdem zepsuła nam się klima i nie wiem jakim cudem udało nam się ją naprawić... ja już miałam ochotę zrezygnować... a to przecież ja marzyłam od kilku lat o wygrzaniu się nad Adriatykiem...

No ale pojechaliśmy... tydzień już mija, i (tfu tfu) jest fajowo :-)

Droga poszła nam wyjątkowo sprawnie, pierwszy dzień przez Polskę (oczywiście z postojem kolejowym i obiadkiem w Pyszne Kurcze  Pyszne)

 

Nocleg mieliśmy koło super placu zabaw, wybiegali się wszyscy, nawet my :-)

Szare komórki też przećwiczone :-)

Drugi dzień z dłuższą trasą... wstaliśmy więc w środku nocy, dzieci w ten sposób pół drogi przespały i bez żadnej afery Tomisiowej dojechaliśmy do celu.

 

I jeszcze tego samego dnia poszliśmy na plażę :-)

 

czwartek, 06 kwietnia 2017
Dziadek Stasiu (*)

W tym czasie co nie było nas na blogu pożegnaliśmy Dziadka Stasia :-(

Dziadek Stasiu jeszcze tydzień wcześniej był w Gdańsku, dał radę przyjechać pociągiem, z dworca do nas autobusem i wdrapać się na nasze 3cie piętro bez windy... a tydzień później byliśmy już na Jego pogrzebie :-( Mieliśmy jechać na 79te urodziny, a wylądowaliśmy na stypie. Dziadek tak bardzo chciał nie sprawiać kłopotów, że nawet restaurację na stypę zdążył sobie zamówić :-)

Najbardziej z dzieci przeżył śmierć Dziadka Grzesiu. Bardzo mnie to wzruszyło. Powiedział, że Dziadek był trzecią najważniejszą dla niego osobą, zaraz po rodzicach. I to prawda. Dziadek naprawdę zasłużył sobie na tą pozycję w sercu Grzesia i pozostałych wnucząt. Do noworodków czy niemowlaczków Dziadek się nie pchał, ale ze starszymi wnukami miał świetny kontakt. Zawsze przywoził dla nich krzyżówki i zagadki, podsyłał Grzesiowi zadania matematyczne i układał z nimi klocki. I te jego opowieści... Grześ miał je spisywać ale chyba nie za dużo zdążył. Akurat w tą ostatnią wizytę nagrał kilka anegdotek z życia Dziadka i teraz mamy na pamiątkę zapisany głos Dziadka...

Taki miły staruszek, święty człowiek, z uśmiechem do wszystkich... te słowa przewijały się na pogrzebie... jakoś trudno mi wyobrazić sobie, że jak przyjedziemy kolejny raz do Prabut to już Go nie będzie... pustka... została tylko olbrzymia pustka...

Wszyscy pytają jak Mariusz sobie z tym radzi... a u nas, w codziennym zamieszaniu, nie ma czasu na żałobę czy smutki... jeszcze w dniu śmierci taty, jak M wrócił do domu, taki nostalgiczny, chciał opowiadać... a Piotruś biegał tylko za nim wołając: Samolot, tato, mieliśmy przecież malować dziś nasz samolot! ... Na pewno będzie brakowało Mariuszowi taty, prawie codziennie rozmawiał z nim przez telefon... ale sam mówi, że w żałobie trzeba rozpamiętywać te pozytywne aspekty życia - ile lat dodatkowych tata dostał, poznał wszystkie wnuki, nacieszył się nimi, przeżył cudowne życie, z Babcią Helenką za rękę, do końca za rękę, jak mnie to zawsze rozczulało... no i miał spokojną, bezbolesną śmierć we śnie. 

Takie mu Dziadek Jacek napisał wspomnienie:

EPITAFIUM DLA STASIA

 

Odszedł Stasiu na drugą stronę ,

Tam skąd jeszcze nikt nie powrócił,

Pozostawił strapioną , smutną żonę ,

Której porządek życia się wywrócił.

 

Szkoda że Pan nie dał Mu dłużej,

Pocieszyć się ziemskim życiem,

Że nie nacieszy się wnukami,

A my pustkę po Nim wypełnimy wspomnieniami.

 

Kochali Go wszyscy dookoła,

Bo był przemiłym starszym panem,

A Jego brak w codziennym życiu,

Jest brakiem – niepowetowanym.

 

Od najmłodszych lat , hen ma Wołyniu,

Gdzie na świat przyszedł 10 marca (1938),

Wraz z braćmi Ludwikiem i Edkiem

Dorastali w szczęśliwej rodzinie.

 

Przyszła wojna i bolesny wrzesień,

Ojciec walczył , bo był w kawalerii,

później tragiczna rzeź Wołynia,

Więc do Łucka przeniosła się rodzina.

 

Ojciec ginie z rąk ukraińskich siepaczy,

Staś już Go więcej nie zobaczy,

Pamięta tylko z dzieciństwa

Wypadek sań i śnieg ,i zaspy.

 

Wojna przeszła gdy Staś miał lat siedem,

Polska zmieniła granice na zachód,

Pociąg zawiózł ich do Wrocławia,

Lecz w końcu, przez Malbork ,trafili do Prabut.

 

Pierwsza praca , gdy miał lat 16-ście,

Potem wojsko , pod pancerzem czołgu,

Wreszcie zasłużony powrót do cywila,

I Helelenka spotkana w Prabutach na dworcu.

 

Lata pracy w Gdańskiej” Remontówce”,

Wreszcie stabilna praca w Hydrosterze,

Ukochana hydraulika i maszyny,

Wypełniły Mu czas do emerytury.

 

Dzieci urosły - Magda i Mariusz,

Skończyły studia, wyszły na ludzi,

Staś się życiowo zbliżył do działki,

Gdzie chętnie uprawą warzyw się trudził.

 

Wnuki ,co przyszły na świat w wolnej już Polsce,

Stały się Jego wyzwaniem życiowym,

Dla dobra swoich kochanych wnuczków,

Do wielu wyrzeczeń zawsze był gotowy.

 

Lata mijały w zdrowiu i szczęściu,

Umysł wciąż ćwiczył w krzyżówkach i szaradach

Ale niestety nie zauważył,

Że w Jego życie starość się wkrada.

 

Opuścił nas w Popielec , w nocy,

Co świadczy o Boskiej pomocy,

Pan zabrał Go do siebie bez bólu,

Taki jest ponoć „ przywilej królów”.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 273