| < Maj 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Lilypie Kids Birthday tickers Lilypie Angel and Memorial tickers Lilypie Kids Birthday tickers Lilypie Kids Birthday tickers Lilypie Second Birthday tickers
adopt your own virtual pet!
Pisz swój dziennik w Internecie
życie rodzinne
czwartek, 06 kwietnia 2017
Dziadek Stasiu (*)

W tym czasie co nie było nas na blogu pożegnaliśmy Dziadka Stasia :-(

Dziadek Stasiu jeszcze tydzień wcześniej był w Gdańsku, dał radę przyjechać pociągiem, z dworca do nas autobusem i wdrapać się na nasze 3cie piętro bez windy... a tydzień później byliśmy już na Jego pogrzebie :-( Mieliśmy jechać na 79te urodziny, a wylądowaliśmy na stypie. Dziadek tak bardzo chciał nie sprawiać kłopotów, że nawet restaurację na stypę zdążył sobie zamówić :-)

Najbardziej z dzieci przeżył śmierć Dziadka Grzesiu. Bardzo mnie to wzruszyło. Powiedział, że Dziadek był trzecią najważniejszą dla niego osobą, zaraz po rodzicach. I to prawda. Dziadek naprawdę zasłużył sobie na tą pozycję w sercu Grzesia i pozostałych wnucząt. Do noworodków czy niemowlaczków Dziadek się nie pchał, ale ze starszymi wnukami miał świetny kontakt. Zawsze przywoził dla nich krzyżówki i zagadki, podsyłał Grzesiowi zadania matematyczne i układał z nimi klocki. I te jego opowieści... Grześ miał je spisywać ale chyba nie za dużo zdążył. Akurat w tą ostatnią wizytę nagrał kilka anegdotek z życia Dziadka i teraz mamy na pamiątkę zapisany głos Dziadka...

Taki miły staruszek, święty człowiek, z uśmiechem do wszystkich... te słowa przewijały się na pogrzebie... jakoś trudno mi wyobrazić sobie, że jak przyjedziemy kolejny raz do Prabut to już Go nie będzie... pustka... została tylko olbrzymia pustka...

Wszyscy pytają jak Mariusz sobie z tym radzi... a u nas, w codziennym zamieszaniu, nie ma czasu na żałobę czy smutki... jeszcze w dniu śmierci taty, jak M wrócił do domu, taki nostalgiczny, chciał opowiadać... a Piotruś biegał tylko za nim wołając: Samolot, tato, mieliśmy przecież malować dziś nasz samolot! ... Na pewno będzie brakowało Mariuszowi taty, prawie codziennie rozmawiał z nim przez telefon... ale sam mówi, że w żałobie trzeba rozpamiętywać te pozytywne aspekty życia - ile lat dodatkowych tata dostał, poznał wszystkie wnuki, nacieszył się nimi, przeżył cudowne życie, z Babcią Helenką za rękę, do końca za rękę, jak mnie to zawsze rozczulało... no i miał spokojną, bezbolesną śmierć we śnie. 

Takie mu Dziadek Jacek napisał wspomnienie:

EPITAFIUM DLA STASIA

 

Odszedł Stasiu na drugą stronę ,

Tam skąd jeszcze nikt nie powrócił,

Pozostawił strapioną , smutną żonę ,

Której porządek życia się wywrócił.

 

Szkoda że Pan nie dał Mu dłużej,

Pocieszyć się ziemskim życiem,

Że nie nacieszy się wnukami,

A my pustkę po Nim wypełnimy wspomnieniami.

 

Kochali Go wszyscy dookoła,

Bo był przemiłym starszym panem,

A Jego brak w codziennym życiu,

Jest brakiem – niepowetowanym.

 

Od najmłodszych lat , hen ma Wołyniu,

Gdzie na świat przyszedł 10 marca (1938),

Wraz z braćmi Ludwikiem i Edkiem

Dorastali w szczęśliwej rodzinie.

 

Przyszła wojna i bolesny wrzesień,

Ojciec walczył , bo był w kawalerii,

później tragiczna rzeź Wołynia,

Więc do Łucka przeniosła się rodzina.

 

Ojciec ginie z rąk ukraińskich siepaczy,

Staś już Go więcej nie zobaczy,

Pamięta tylko z dzieciństwa

Wypadek sań i śnieg ,i zaspy.

 

Wojna przeszła gdy Staś miał lat siedem,

Polska zmieniła granice na zachód,

Pociąg zawiózł ich do Wrocławia,

Lecz w końcu, przez Malbork ,trafili do Prabut.

 

Pierwsza praca , gdy miał lat 16-ście,

Potem wojsko , pod pancerzem czołgu,

Wreszcie zasłużony powrót do cywila,

I Helelenka spotkana w Prabutach na dworcu.

 

Lata pracy w Gdańskiej” Remontówce”,

Wreszcie stabilna praca w Hydrosterze,

Ukochana hydraulika i maszyny,

Wypełniły Mu czas do emerytury.

 

Dzieci urosły - Magda i Mariusz,

Skończyły studia, wyszły na ludzi,

Staś się życiowo zbliżył do działki,

Gdzie chętnie uprawą warzyw się trudził.

 

Wnuki ,co przyszły na świat w wolnej już Polsce,

Stały się Jego wyzwaniem życiowym,

Dla dobra swoich kochanych wnuczków,

Do wielu wyrzeczeń zawsze był gotowy.

 

Lata mijały w zdrowiu i szczęściu,

Umysł wciąż ćwiczył w krzyżówkach i szaradach

Ale niestety nie zauważył,

Że w Jego życie starość się wkrada.

 

Opuścił nas w Popielec , w nocy,

Co świadczy o Boskiej pomocy,

Pan zabrał Go do siebie bez bólu,

Taki jest ponoć „ przywilej królów”.

sobota, 18 marca 2017
Tomcio - 5miesięcy

Umknął nam wpis z 4 miesięcy... jednak z 4ką dzieci czas jest na wagę złota i na komputer mi go czasem brakuje. Na 4 miesiące pamiętam, że T bardzo się starał przewrócić na brzuszek, brakowało mu dosłownie malutko... ale nie wyszło. Byli u nas wtedy Mia z Brunkiem więc zamieszania ogólnego było trochę, ale bardzo miło spędziliśmy ten  czas.

5cio miesięczny Tomcik umie już przewrócić się z brzuszka na plecy i w drugą stronę... ale każdy z tych ruchów zrobił ledwie kilka razy, więc trudno powiedzieć czy jest tej umiejętności świadomy :-) Mam wrażenie, że to raczej niechcący się udało :-) Zastanawia mnie także czy takie machanie rączkami, że np. wyciąga smoczek, albo odpycha inhalator, jest celowe? Czy on tylko ot tak macha czy robi to by pozbyć się smoka?

Na 4,5miesiąca byliśmy na szczepieniu. Tomcik ważył wtedy 6,5kg. Wtedy był zdrowy... ale kilka dni później rozszalały mu się jakieś kaszle i katary i teraz walczymy z łobuzami. Jak można się domyśleć inhalacje i inne kropelki nie są ulubionym zajęciem Tomcia.

Z niecierpliwością czekamy, a raczej pozostałe dzieci czekają, aż Tomcio zacznie jeść coś innego niż mamina pierś, a że T wyciąga czasem rączki do talerza, zdarzyło mu się raz dostać ziemniaczka pieczonego i kawałek batata... na razie zdziwił się i wypluł 'ciało obce':-)

No i najważniejsze. Od 2 dni Tomiś nie jest już najmłodszy w rodzinie. Ma malutkiego kuzyna Vincenta w Warszawie :-)))) Cieszymy się bardzo i gratulujemy cioci Adze, wujkowi Grzesiowi, Mii i Brunkowi :-)

Tagi: Tomcio
18:54, kajka271 , Tomiś
Link Komentarze (2) »
wtorek, 21 lutego 2017
Piotruś Gajowy

W przedstawieniu na Dzień Babci i Dziadka nasz Piotrunek był Gajowym. Rolę dostał na ostatnią chwilę, jak grający go P. odmówił współpracy. Zaraz potem Piotruś zachorował i nie uczestniczył w próbach, nawet chciałam go pod koniec chorowania zawieźć choć na samą próbę, ale okazało się, że tak dużo dzieci jest chorych, że właściwie prób nie ma... poszli na żywioł :-) i wyszło :-)


A dziadek Jacek napisał nawet o przedstawieniu wierszyk :-)

 

PIOTRUŚ GAJOWY

Szedł raz Czerwony Kapturek,

Do Babci, przez las i pagórek,

I spotkał Go tam wilk płowy,

Co zjeść Babcię był gotowy.

 

I połknął wilk Babcię i Kapturka,

Aż w brzuchu wyrosła Mu górka,

Lecz przybył odważny i zdrowy,

Chłopaczek – przedszkolak wzorowy.

 

Miał flintę i róg sygnałowy,

Pokonał wilka w sposób wzorcowy,

A kim był ten bohater „super bojowy”?

Toż to był nasz- Piotruś Gajowy

Dzień Babci i Dziadka 2017

Dziadek Jacek

środa, 15 lutego 2017
Piotruś i jego pierwsze razy

Z braku czasu uciekło nam ostatnio kilka pierwszych razów Piotrusia.

Po pierwsze jeszcze w grudniu wypadł mu pierwszy ząb i odwiedziła go wróżka zębuszka. W zamieszaniu pierwszego dnia nie trafiła do nas, ale na szczęście szybko to nadrobiła. Piotruś był z tego bardzo dumny i jeszcze teraz, po dwóch miesiącach, czasem coś opowiada, że np. nowy ząbek już się nauczył ładnie gryżć :-)

Po drugie na wyjeździe około sylwestrowym Piotruś nauczył się pływać. Szkoda, że wujek Grześ nie miał podwodnej kamerki jak w zeszłym roku, bo Pio zrobił to bardzo obrazowo. Bawił się z wujkiem Grzesiem w pokazywanie sobie zagadek pod wodą, jedną ręką trzymał brzegu basenu, nurkował i pokazywał różne czynności, które wujek zgadywał, i tak na zmianę. W pewnym momencie pokazał strzelanie z łuku. Puścił się brzegu basenu, wyciągnął strzałę z kołacznu, napiął łuk i strzelił... i dopiero my mu powiedzieliśmy, że nawet nie zauważył, że nie potrzebuje się trzymać brzegu :-) I od tej pory jego ulubioną zabawą było pływanie na odległość 1-2metrów, od brzegu do słupa i od słupa do brzegu. Jupi!

A po trzecie poszliśmy w weekend na łyżwy. Piotrusiowy drugi raz, bo w zeszłym roku już raz próbowaliśmy, ale wtedy moje plecy nie wytrzymały wiszących na mnie 18kg... tym razem Pio ubrał łyżwy i pojechał :-) Przydały się godziny całe spędzona na rolkach (przepraszamy przy okazji sąsiadów z dołu :-)) :-) 

Tagi: pio
12:30, kajka271 , Piotruś
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 09 lutego 2017
:-)

Łobuzując dzieci ubierają piżamki... Piotruś biega z gołą pupą więc wołam:

- Ubieraj piżamę bo zaraz pasem dostaniesz po tej pupie...

- Jakim pasem? Espace'm?

 

hehe, że też dzieci dzisiaj nie wiedzą co to dostać pasem :-)

-----

 

Chorobowa noc. M śpi na kanapie z gorączką, ja z Tomciem... w nocy przychodzi Ewa, z gorączką i kładzie się koło nas... chory Piotruś to choć spał koło mnie, a Ewa koło Tomcia :-(... potem przychodzi Piotruś... nie ma już miejsca, ale kładę go na moim miejscu...

- A Ty mamuś gdzie się położysz?

- Nie wiem, nie ma dla mnie już miejsca...

- Może nadmuchasz sobie materacyk???

 

Dobre dziecko, prawda?