| < Wrzesień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  
Zakładki:
Agrafki
Dzieci z pasją
Ładne
Moje ulubione
Nasze podróże
Smacznie
Zamknięte
Zręcznie
Lilypie Kids Birthday tickers Lilypie Angel and Memorial tickers Lilypie Kids Birthday tickers Lilypie Kids Birthday tickers Lilypie First Birthday tickers
adopt your own virtual pet!
Pisz swój dziennik w Internecie
życie rodzinne
wtorek, 22 listopada 2005
ufff harówka:-(
Dziś dzień ciężki :-( Pracy w bród, wszyscy wściekli. Pracuję w budownictwie. Robimy halę dla Islandczyków, pod klucz, wszystkie uzgodnienia mailowo, za miesiąc ma iść wysyłka, a oni jeszcze nie podjęli wszystkich decyzji. Dla nie wtajemniczonych: 150 ton stali spawa się  koło 2-3 miesięcy. Już mamy część wykonaną, ale wszystko trzeba jeszcze pomalować i zamówic ściany, okna i te sprawy. A oni tylko piszą, że może by jednak okna miały szyby UV albo przyciemniane i rolety w oknach. Może im jeszcze firanki dorzucimy :-)
Najgorsze, że taki full roboty, że powinnam zostawać po godzinach żeby się z tym wyrobić, a mi się spieszy do synka. Straszne, że tak się matki od dzieci uzależniają (może nie wszystkie). Te 8-9 godzin to jeszcze zniosę (już się przyzwyczaiłam), ale każde kolejne minutki to mordęga. Oczyma wyobraźni widzę wtedy jak w domu Misiek marudzi i  nie mogę się wcale skupić na pracy.
A jak wrócę do domku to wielkie przytulanie. I ja jestem stęskniona i on i Duży Misiek też wraca z pracy i wszyscy się przytulamy :-) Tuli, tuli....
22:36, kajka271
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 21 listopada 2005
Domowo
Niania nam dziś zachorowała.
Niby tragedia, a ja w sumie się ucieszyłam. Nie muszę iść do pracy (wykorzystam dzień urlopu), i mam ten dzień jakby gratis. Zwykle to praca, biegiem do domku i stęskniony synek rzuca się na szyję. Z takim uwieszonym ciężarem to nic nie da się zrobić. Obiad z proszku, mrożonka, albo mięsko ze słoika od teściowej to szczyt marzeń. W weekendy wyjażdżamy do teściów, albo odwiedzamy moją rodzinkę i na dogłębne sprzątanie nie ma czasu.
Dziś nie mam żadnych planów, więc mogę nadrobić ful zaległości. Wyprałam już firanki, ogarnęłam domek, siedzę przed kompem, a to dopiero 11-ta...
Skoczę na jakieś zakupki, może nawet ciekawsze niż jedzonko, odwiedzę babcię i wogóle super... A jeszcze 3 miesiące temu tak było codziennie...
Synek zaczyna się wiercić w łóżeczku, chyba koniec laby.

10:56, kajka271
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 20 listopada 2005
Wąsko :-)

Byliśmy dziś w Kościele na mszy dla dzieci. Ksiądz wypytywał dzieci o cechy króla. Król musi mieć: koronę, berło, tron... a tu jedno z dzieci mówi: I wąsko musi mieć!!! Konsternacja, jakie wąsko? Ksiądz się dopytuje, a dziecko mówi: Wąsko, do obrony :-)

Hihi, dlatego właśnie lubię msze dla dzieci.

Ps: wąsko-wojsko, dla mniej domyślnych, albo nie doświadczonych w dziecinnym języku:-)

14:20, kajka271
Link Komentarze (2) »
czwartek, 17 listopada 2005
Dalszy ciąg dnia....
To nie był koniec oczywiście, ale dalej było już lightowo. Grześ padł zmęczony basenem, postanowiliśmy go nie budzić, i tak mieli wpaść znajomi więc brykanie do późna nam nie straszne... i mieliśmy chwilę dla siebie.
Potem wpadli Nat i Szym i było bardzo miło.
Opowiadali o wynajmującej mieszkanko parze, której gospodarze są niesamowicie skąpi. Zamiast dzwonić do nich w jakiejkolwiek sprawie, przysyłają listy (z miasta oddalonego o 60km, ale to juz inne województwo, więc może to drogo), a co lepsze, z oszczędności używają starych kopert. Przychodzi do nich np. list z TP sa, a w kopercie list od Państwa X. Hehe
Dodatkowo, Państwo Ci byli ich ostatnio odwiedzić, Pani poszła do ubikacji, a wracając zagadnęła do męża: Kochanie nie spuściłam wody, jak chcesz to też skorzystaj za jednym razem... Myślałam, że padnę. Spotkaliście się z takim skąpstwem?
21:18, kajka271
Link Dodaj komentarz »
Speedem na basen

I oczywiścia juz drugiego dnia nie miałam czasu nic napisać, bo działo się wiele...

W środy chodzimy na basen, więc zwykle jadę autkiem do pracy i staram się jak najszybciej wrócić do domu. Oczywiście wczoraj nie dość, że nie mogłam wyjść z pracy, to pobliska szkoła przeprowadzała próbny alarm antyterrorystyczny i zamknięty był wjazd na wiadukt, którym muszę przejechać do domu. Jest to jedyny wiadukt nad torami w tym mieście i żeby dotrzeć  do domu musiałam jechać baaardzo okrężną drogą, przez ogromne korki :-( beznadzieja jakaś. Nie dość tego, synek jakoś w nocy nie za dużo jadł i cały dzień mi piersi rozsadzało...(nie ściągam, bo jak dotąd, 3 miesiące pracy, nie było potrzeby) i ta droga do domu dobiła mnie kompletnie. Myślałam, że juz zaraz będę w domku, mleczko już się szykowało do wypłynięcia, a tu korek...

W wielkim speedzie dojechałam do domu, wrzuciłam małego do auta, razem z ogromna torbą z rzeczami na basen (oczywiście nie spakowaną wcześniej tylko wszystko w tym samym biegu), pojechałam odwieźć opiekunkę do domu (po drodze było), po męża wracającego z pracy na dworzec SKM i na basen...

O dziwo spóźnilismy sie tylko 10minut z przewidzianych 30tu. Do tego dzieci były jakieś marudzące i co chwilkę któreś płakało. A wiadomo jak to dzieci, jak jedno płacze, to zaraz połowa też kwili, tragedia jakaś.

W szatni po basenie tłumy,grupa przed i grupa po, wszyscy na raz, do tego goście, bo co 4te zajęcia mozna przyjść z kimś, co by dzieckiem pływającym sie pochwalic, uff, mężulo miał dość i powiedział, że następnym razem nie idzie z nami. Może siostra albo mama sie zlituja, bo bez pomocy drugiej osoby to ciężko po basenie ubierać i siebie i Gzuba w tym samym czasie :-)

Po tym ganianiu non stop zrezygnowalismy z robienia obiadu, mimo że ziemniaki były juz obrane i zamówilismy sobie pizzochę. Z Krokodyla, pyyycha :-)

19:09, kajka271
Link Dodaj komentarz »